::strona główna::
sylvaticumblog - archiwum: nareszcie weekend.

nareszcie weekend.


Mój Osieł przeprowadził się w końcu na Śląsk. Z sielanki wyszły jak zwykle nici, bo pomimo, iż mieszkamy razem od tygodnia, to widzieliśmy się jakieś 2 lub 3 razy.
Niech żyją normalne godziny pracy!!!
Osieł pracuje na 14, 15 lub 21:30. Sprowadza się to do tego, że nie widujemy się praktycznie wogóle. Gdy on śpi, ja wstaję do pracy; gdy on wychodzi do pracy - ja z niej wracam; a gdy ja już śpię, on wraca do domu. Taki układ może być gwarantem długiego związku...

W pracy norma, leśniczy uroczy jak zwykle, podleśniczy jak zwykle koszmarny, czyli równowaga we Wszechświecie zachowana.

Wczoraj zostałam zaproszona na urodzinowe ognisko jednego z pracowników tamtejszego ZUL-u. Siedzieliśmy w sześćioro: leśniczy, ex-podleśniczy (obecny nie został przewidziany), solenizant wraz z pozostałą dwójką pracowników i ja. Strasznie fajne chłopaki, lecz niestety nie mogłam zbyt długo z nimi posiedzieć.
Na przystanku natknęłam się na młodszego syna leśniczego, niby nic takiego, ale oboje staraliśmy się nie oddychać w swoją stronę, ja ze względu na urodzinowe piwo, które wypiłam, on ze względu na papierosa, którego prawie udało mu się schować. Obustronna dyskrecja gwarantowana.

Przywieziono mi zamówioną kanapę. Nie wiem co za kretyn skończony wymyślił, że z tapczanu móżna zrobić puzzle. Otrzymałam go w milionie części.
Z inżynierską pomocą ruszyła Siostra. We dwa inżynierskie łby udało się nam finalnie ustalić, że jakiś imbecyl dał albo za krótkie śrubki, albo nawiercił zbyt głębokie otwory. Rezultat jest taki, iż moja szacowna osoba śpi na podłodze na rozłożonym materacu. I tak przez najbliższe dwa tygodnie, gdyż taki jest czas oczekiwania na wynik reklamacji.
Osieł pobił wczoraj wszystko, nawet pułapkę na myszy, którą leśniczy wozi w samochodzie, a mianowicie pozwolił łaskawie, aby sąsiad wyniósł z mieszkania na swoich plecach dwa, teoretycznie niepotrzebne tapczany, załadował je na samochód i wywiózł na wysypisko śmieci, po czym grzecznie się pożegnał i poszedł soboie do mieszkania. Jakoś nie skojarzył, że może trzeba zapłacić za pomoc i wywóz, a sąsiad się nie upominał... Generalnie podejście miał słuszne, ale jakoś tak głupio z człowieka idiotę robić.


sylvaticum 2007-01-20 20:17:41
skomentuj (1)