Jeśli śpię, to proszę nie budzić.
Poważnie podejrzewam, że mam pchły.
Mój pies nie ma, gdyż rozsądnie zakropliłam go przeciwko tym niesympatycznym insektom. Po czasie żałuję, że jego, a nie siebie. Potencjalne pchły wzięły ze mną prysznic i ujawniają się niemalże jak bóle fantomowe.
Generalnie miałam bardzo przyjemny dzień. Dziś mój wielki pluszak (czyt. pies) pojechał ze mną do pracy. Przez te kilka godzin zasuwał radośnie po lesie, a teraz śpi i śmierdzi (a obie te rzeczy robi nadzwyczaj intensywnie i z dużym zaangażowaniem). Udało mu się nawet upieprzyć farbą strzelonej łani i dzika, ale trochę się ich bał.
Dzisiejeszym łupem jest kiełbasa z dzika. Chwilowo podchodzę do niej z dystansem, bo boję się włośnia, ale jak mi przejdzie (tak koło niedzieli) to będzie jak znalazł. Poza dziką kiełbachą w zamrażalniku spoczywa gęś i czeka na upichcenie. Gęś też zdobyczna i dodatkowo faszerowana śrutem.
Albo muszę wziąść pod uwagę, że jestem za chuda i leśniczy chcę mnie dokarmić, albo jest strasznie sympatycznym osobnikiem. Patrząc nie tylko na moją tuszę zmuszona jestem przyznać, że to drugie jest prawdziwe.
Nieopatrznie zdradziłam w jego towarzystwie, iż chciałabym nauczyć się strzelać.
Mój błąd wziął się stąd, że zwykle nie przebywam wśród tak miłych ludzi jak on i nie przewidziałam, iż weźmie od razu telefon i zadzwoni do organizatora kursu myśliwskiego. No i jestem na poniedziałek umówiona z tym ważnym panem na godzinę 17. Mamy porozmawiać na temat łowiectwa, członkostwa w PZŁ, wymaganiach, broni, kosztach i innych przerażających sprawach.
Zawsze przed umówionym spotkaniem z kimś kogo nie znam osobiście odczuwam delikatne ukłucie niepokoju, czy nie jest to aby, złośliwym przypadkiem Losu, jedna z osób, którą z jakichś ważkich przyczyn opieprzyłam na ulicy, w sklepie lub innych okolicznościach przyrody.
Już kiedyś doszłam do wniosku, że pewngo dnia naryczę na mojego przyszłego, potencjalnego pracodawcę...
sylvaticum 2007-01-11 16:41:55
skomentuj (1)