hej Wilku bury...
Wczoraj po raz pierwszy od bardzo dawna nie miałam nic do powiedzenia... metafizyka normalnie :)
Efektem jest moja trauma i chęć pieprznięcia magisterką w jak najdalszy kąt (pomijam tu chęć pieprznięcia magisterką w Wilka).
Od dwóch tygodni przygotowuję się do publicznego odczytu moich bredni i prawdę mówiąc nieco się tym denerwowałam. Na seminarium magisterskim zjawiłam się jako pierwsza, rozłożyłam te moje trzy rozdziały, zacisnęłam zęby i postanowiłam być bohaterska.
Gdy zjawili się trzej prowadzący, w tym mój promotor, zwany w dalszej części "Profesorem";), oraz około 20 studentów zamknęłam oczy i zaczęłam czytać. Profesor postanowił mnie wspierać przerywając średnio co 2 słowa, a po pierwszym zdaniu zerwał się ze stwierdzeniem, że musi biec kogoś tam znaleźć i jego obowiązki ma przejąć najstarszy stażem doktor zwany dalej "Wilkiem". No i poleciał...
Postanowiłam to zignorować, udając że jestem głucha i ślepa. Wznowiłam czytanie, lecz nie dane mi było dotrzeć nawet do połowy pierwszej strony, gdy Wilk zażądał bym streściła swą pisaninę do najważniejszych spraw i zamknęła całość w 7 minut. Świetny pomysł swoją drogą, można by zaoszczędzić masę czasu czytając same nagłówki. Na moje pytanie, czy w ten sam sposób czytają prace recenzenci i skąd mam wiedzieć, czy moja praca jest odpowiednio skonstruowana Wilk odparł, że Profesor powinien ją sam sprawdzić, a nie kazać mi ją czytać przy wszystkich. Z charakterystyczną dla siebie prawdomównością i brakiem zahamowań stwierdził, że jest to nudne, i on - Wilk, zaraz tu umrze, lub przynajmniej zaśnie, bo go to nie interesuje i najlepiej powiedzieć Profesorowi, że przeczytałam ją przy wszystkich... Jedynie kochany Ping - Pong, trzeci z prowadzących, cichutko stwierdził: "pozwólcie dziewczynie czytać", jednakże jego szepty za moimi plecami zagłuszone zostały autorytarnymi rykami Wilka...
Myślałam, że z Wilka zrobię dywanik...
Przyznaję, dalsza część seminarium była interesująca, każdy mógł zapytać o kwestie dotyczące swej pracy. Ja również skorzystałam, bo nie dość, że doradził mi w kwestii magisterki i jej białych dziur, to jeszcze dał mi cenne źródło do metodyki, ale mimo wszystko skoro ja wysłuchałam już kilku takich odczytów, to chyba inni też by mogli wysłuchać moich. Wychodzi na to, że będę jedyną osobą, którą pozbawiono takiej możliwości.
Gorsze jest jednak to, że Wilk prosto w twarz powiedział Profesorowi, że czytałam i najlepiej będzie jeśli Profesor sam przyjrzy moją pracę. Na moje nieszczęście Profesor stwierdził, że skoro czytałam, to on nie uważa za konieczne jej czytać, tym bardziej jeśli Wilk nie ma żadnych uwag....
Kolejną możliwością oddania pracy do przeglądu będzie dopiero jej oddawanie w całości... No i tak oto znalazłam się w dupie. Nie mogę nawet iść do Profesora i powiedzieć, że nie czytałam, bo Wilk mi tego nie puści. Tak więc, gdy w końcu oddam prace, okaże się że poprawić mam wszystko...
Aż się żyć chce.
sylvaticum 2006-03-08 13:58:15
skomentuj (0)